„Brzmi głucho serce dzwonu, śpiewa pieśń o śmierci. O śmierci, którą wszakże łatwiej znieść niźli niepamięć” – pisał Andrzej Sapkowski w „Mieczu przeznaczenia”. Mieszkańcy Raduczyc (gm. Osjaków) dobrze znają ten dźwięk. Dzwon w ich wsi wybrzmiewa od lat tylko, aby obwieścić czyjeś odejście.
[POSŁUCHAJ] Wypowiedź Mirosławy Kłobus i Aliny Wróbel, mieszkanek Raduczyc (gm. Osjaków, pow. wieluński)
Raduczyce to sołectwo w gminie Osjaków. Niewielkie, z około 70 domami, ale za to z wielką historią, bo sięgającą aż XIII wieku. Mieszkańcy bardzo o nią dbają organizując wystawy, rekonstrukcje i akademie przypominające wydarzenia z przeszłości m.in. łapankę nocy kwietniowej, czyli akcję wywózki miejscowej ludności na roboty w głąb III Rzeszy w 1940 roku. Wieś wyróżnia nie tylko bogata przeszłość i pamięć o niej, ale także wyjątkowy zwyczaj żegnania zmarłych. Gdy umiera jeden z mieszkańców, w Raduczycach bije dzwon. Niewielki, ukryty wśród gałęzi wiekowej lipy, odzywa się tylko, aby ogłosić tę smutną wiadomość.
– Kiedyś, wcześniej, jeszcze jak nie było tu straży pożarnej, to może i dzwonił przy pożarach, ale teraz już nie, bije tylko, gdy odchodzi mieszkaniec – mówi Mirosława Kłobus, mieszkanka i była sołtys Raduczyc.
Nikt nie wie, kto dzwon wykonał i powiesił na lipie. Jest po prostu od zawsze, na pewno od początku XX wieku. Lipa rośnie na prywatnej działce, latem dając cień modlącym się przy kapliczce. Dzwoni zawsze mieszkaniec, którego dom jest najbliżej – przez lata to był tato pani Haliny Bator, która o dzwonie pisała w swoim wierszu stworzonym z okazji 10-lecia zespołu Raduczanie.
– Dzwon ukryty w przydrożnej lipie oznajmia swoim dźwięcznym głosem, że ktoś z tej wioski na zawsze odszedł – recytuje.
Jak wspomina inna z mieszkanek, Alina Wróbel, przed laty, gdy ktoś zmarł po zachodzie słońca, dzwoniono dopiero następnego dnia, ale teraz już pora nie ma znaczenia, bywa, że dzwon słychać i wieczorem. Mimo, że teraz najszybszą drogą przekazywania wiadomości są telefony i komunikatory, to jednak tu, w Raduczycach, nikt nie ma zamiaru porzucić zwyczaju takiego powiadamiania o śmierci jednego z mieszkańców. To, jak dodaje Mirosława Kłobus, też forma uczczenia i pożegnania zmarłego. Przez lata na wsi, gdy pogrzeby wychodziły z domów, dzwon bił częściej – odzywał się też, gdy kondukt mijał kapliczkę.
Oprócz dzwonu mieszkańcy Raduczyc są wierni jeszcze jednej dawnej i pięknej tradycji – śpiewania pieśni żałobnych tzw. pieśni przejścia. Kiedyś odbywało się to podczas czuwania w domu zmarłego, dziś – w kaplicy. Jak mówi pani Mirosława, kiedyś śpiewali rodzice, dziś to ona i koleżanki oraz kuzynki, przejęły tę rolę.
– To zawsze robili starsi mieszkańcy, czyli teraz to my nimi jesteśmy. Młodzi się do tego nie garną, ale ja wiem, że gdy byłam młoda, to też mnie nie obchodziły pieśni żałobne. Do tego trzeba dorosnąć – dodaje.
Grupa śpiewacza, po części składająca się z obecnych i byłych członkiń zespołu Raduczanie, liczy 8 osób. W 2019 roku wszyscy wzięli udział w warsztatach „Pieśni Przejścia” realizowanych przez Teatr Chorea w ramach programu „EtnoPolska” finansowanego przez Narodowe Centrum Kultury. Tam poznawali i wykonywali polskie pieśni obrzędowe i żałobne.
Źródło: Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego





































Dodaj komentarz